Fundusze indeksowe

Legenda mówi, że pracownicy jednego z amerykańskich magazynów ekonomicznych z zasłoniętymi oczami celowali rzutkami do stron Wall Street Journal z opublikowanymi notowaniami i stwierdzali, że portfele wybrane w ten sposób odnosiły lepsze rezultaty niż wyniki każdego z głównych menedżerów zarządzających funduszami. I w rzeczy samej zadanie konsekwentnego utrzymania przez dłuższy czas rezultatów lepszych niż średnia rynkowa jest tak zniechęcające, że tylko nieliczni mogą mu podołać. Niektórzy menedżerowie po prostu poddali się w tej nierównej walce ciągłego odgadywania kaprysów rynku giełdowego i nazwali się w Wielkiej Brytanii „funduszami tropiącymi” (ang. tracker funds), a w Stanach Zjednoczonych „funduszami indeksowymi” (ang. index funds). Oznacza to, że inwestują we wszystkie duże spółki (w praktyce w ich wystarczająco dużą grupę, aby stała się reprezentatywna) i podążają w ten sposób za zmianami głównego indeksu giełdowego -w Wielkiej Brytanii zwykle brany jest pod uwagę indeks FTSE 100. Daje to większy komfort znerwicowanym inwestorom zaniepokojonym zagrożeniem osiągnięcia gorszych wyników niż rynek ogółem. Strategia taka zapewnia zarazem stosunkowo mało ekscytacji i dlatego jest odpowiednia dla ludzi szukających spokojnego miejsca dla swoich oszczędności, które przynajmniej w średnim okresie nie są obarczone ryzykiem inwestycyjnym – wciąż podlegają one kaprysom rynku jako całości w krótkim okresie, ale w rozsądnym przedziale czasowym powinny mieć się całkiem dobrze.