Dobre rady

Wiele darmowych porad można znaleźć w codziennej prasie, magazynach, radiu, telewizji, biuletynach, internetowych newsletterach oraz reklamówkach w poczcie elektronicznej. Inwestorzy nieustająco powinni wszystkie je gromadzić i analizować pod kątem tego, czy któraś z nich jest warta podjęcia działań. Jest to zadanie nie tylko długie i żmudne, ale też część weryfikacyjna bywa szczególnie zdradliwa dla kogoś niezaznajomionego z akcjami. Teoretycznie korzystanie z usług profesjonalnego doradcy powinno rozwiązać ten problem. Makler lub doradca może wziąć na warsztat preferencje oraz potrzeby inwestora, a następnie zaoferować szyte na miarę rekomendacje inwestycyjne. Tak skrojony portfel akcji może być cenny, a dobry doradca potrafi stworzyć znacznie lepsze portfolio niż potencjalny akcjonariusz, który musi zarabiać na życie i w związku z tym nie ma możliwości poświęcenia całego dnia na ocenę poszczególnych możliwości inwestycyjnych. Należy w tym miejscu poruszyć dwie kwestie: po pierwsze wartość dodana (w tym przypadku wiedza), tak jak wszystko inne, kosztuje; po drugie żaden rozważny inwestor nie przekazuje swojej przyszłości w czyjeś ręce bez zadawania pytań i sprawdzenia, czy uzyskane odpowiedzi odpowiadają zdrowemu rozsądkowi. Podobnie jak inteligentny pacjent pyta lekarza, co mu dolega i jakie skutki będzie miało zastosowane lekarstwo, a uważny klient pyta adwokata, jaki jest stan prawny i na czym bazuje jego opinia, tak roztropny inwestor powinien zapytać doradcę finansowego, dlaczego rekomenduje ten, a nie inny kierunek działań oraz jakie przesłanki kryją się za rekomendacją. W tym momencie warto zdać się na zdrowy rozsądek i osobiste doświadczenia. Jeżeli inwestor nie zgadza się z prognozami doradcy na kolejne sześć miesięcy czy pięć lat (a prognozy obu stron są równie dobre), ważne jest, żeby wyraził swoje wątpliwości po to, aby portfel można było tak zmodyfikować, by wszystkich satysfakcjonował.